Być może nasze dzisiejsze słowa uchronią Was przed tytułową stratą – taką mamy nadzieję i właśnie ta nadzieja podpowiada nam, że trzeba – jak najszybciej informować, ponieważ CZAS bardzo często odgrywa kluczową rolę w procesie starania się o wymarzone DZIECKO. Zatem bez dalszych wstępów, przechodzimy do konkretnych informacji, które odsłonią nie tylko fundament „najgroźniejszej straty par”, które marzą o rodzicielstwie, ale również pozwolą na wyciągnięcie wniosków, które mogą okazać się dla WAS bezcenne.

Ziściły się obawy wielu lekarzy,
niestety musimy spojrzeć tej prawdzie w oczy bez owijania w przysłowiową bawełnę, ponieważ tylko wtedy, pojawi się możliwość ochrony niepłodnych par przed najgroźniejszą stratą. Obawy dotyczyły rządowego programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce, który zastąpił rządowy program refundacji in vitro. Mimo, że do zakończenia trwającego programu zostało jeszcze kilka miesięcy, to już dzisiaj – z całą pewnością – można stwierdzić, że faktycznie nowy program nie zdołał pomóc niepłodnym parom. Aby nie sprawiać wrażenia gołosłownych i nie pozostawiać stwierdzenia w formie naszej opinii, proszę pozwolić, że przytoczymy kilka faktów, które pozwolą Państwu wypracować własne zdanie.

1. Zlikwidowany wskaźnik efektywności programu – liczba ciąż.

Optymistyczne przewidywania zakładały, że do nowego programu przystąpi 8 000 par, z czego ok 4000 miało przejść cały proces diagnostyczny, natomiast 6000 par miało uzyskać skierowanie do dalszego leczenia niepłodności. Rządowa naprotechnologia miała doprowadzić do ciąży u 30% par zgłoszonych do programu. W lipcu 2018 (czyli po 2 latach trwania) resort jeszcze chętnie chwalił się wynikami programu, a Rzeczpospolita otrzymała wówczas informację m.in. o potwierdzonych 70 ciążach – czyli ok 8,5% par, które przystąpiły do programu doczekały się ciąży. W kolejnym roku wskaźnik zniknął w rządowych stron. Były wiceminister zdrowia Igor Radziewicz – Winnicki stwierdził, że jego zdaniem „resort przestał monitorować liczbę ciąż, gdyż PIS musiałby się przyznać do mizernych efektów ich projektu opartego na naprotechnologii.”[1]
Dla zobrazowania różnicy realnych sukcesów w postaci CIĄŻY pozwolimy sobie przypomnieć nasz artykuł „Ponad 21 000 DZIECI i coraz więcej szans na…”, w którym wspominamy wycofany program 2013-2016 „Leczenie niepłodności metodą zapładniania pozaustrojowego” – ponad 21 000 DZIECI. Nasz komentarz nie jest potrzebny…

2. Nie ma żadnego leczenia w programie.
Podobnie jak Newsweek, ponownie przywołamy słowa byłego wiceministra zdrowia: „trudno, by ten program pomagał, bo nie ma w nim żadnego leczenia i wykonuje się samą diagnostykę. Od tego nie zachodzi się w ciążę”[2]. W tym punkcie również, nasz komentarz jest zbędny…

3. Negatywna ocena NIK
W pierwszym roku działania programu tj. 2017 skorzystało jedynie 107 par. Mimo to program w tym okresie pochłonął aż 23,3 mln złotych, czyli prawie 60% środków przeznaczonych na ten cel. Niezwykłą ciekawostką jest to, że koszty diagnostyki, która jest podstawą programu (co też pokazaliśmy w pkt 2) wyniosły niecałe 50 tysięcy złotych – m.in. na podstawie powyższych danych NIK negatywnie ocenił realizację programu[3]. Ponownie powstrzymamy się z naszym komentarzem, a jednocześnie oszczędzimy Państwu dalszych danych liczbowych.

Wymienione wyżej 3 punkty, a wyłonione z gąszczu informacji o programie kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce, są obrazem STRAT. Jednak najważniejsza STRATA nie jest widoczna na pierwszym planie…

STRATA CZASU
Najważniejszą stratą dla par starających się o DZIECKO jest strata czasu, która prowadzi do najgroźniejszej (tytułowej) > STRATY SZANSY NA RODZICIELSTWO. Proszę wybaczyć, że tak usilnie akcentujemy negatywne słowa – jednak nie można inaczej ze względu na powagę sytuacji. Dla par zmagających się z problemem niepłodności CZAS jest kluczowym czynnikiem – okazuje się najważniejszy i najcenniejszy, ponieważ wiele Par nie ma chwili do stracenia – dosłownie. Pisaliśmy o tym szerzej w artykule „leczenie niepłodności a pandemia”, w którym cytujemy stanowisko m.in. Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, które bez wątpienia potwierdza wagę upływającego czasu w procesie leczenia niepłodności. Gdy spojrzymy na przyczyny niepłodności, również znajdziemy podkreślenie czynnika czasu. Na upływający czas nie ma żadnego lekarstwa…

Zatem, by osoby dotknięte problemem niepłodności mogły uchronić siebie przed najgroźniejszą stratą i tym samym wzmocniły swoje szanse na realizację najpiękniejszego ludzkiego marzenia o DZIECKU – muszą działać jak najszybciej. Już pierwsza konsultacja z wybranym lekarzem daje mnóstwo ważnych informacji – jest źródłem odpowiedzi na nurtujące niepłodne pary pytania oraz daje obraz planu diagnostyki oraz leczenia. Wiele historii niepłodnych Par już w pierwszych miesiącach kończy się upragnioną ciążą, bo przykładowo – pomoc medyczna ogranicza się do zabiegu Inseminacji. Jednak dla części Par ten proces jest zdecydowanie dłuższy – wymaga dodatkowych badań, a czasem spotkania z własnymi emocjami, o czym pisaliśmy w artykule „Leczenie niepłodności – etapy i emocje”. Bywa również i tak, że konieczna okazuje się procedura in vitro, którą nasze pacjentki określają jako metodę na największe szczęście. Możliwości leczenia niepłodności jest wiele, jednak nie ma ani jednej, która cofnie stracony czas.

Mamy nadzieję, że mimo negatywnie brzmiących akapitów znajdują Państwo w naszych słowach wsparcie, troskę oraz wiedzę, która pomoże niepłodnym Parom podjąć decyzję o aktywnym staraniu się o DZIECKO, bo…

Najważniejszy jest CZŁOWIEK

Z ukłonami Zespół OVUM

[1] https://www.newsweek.pl/polska/polityka/rzadowy-program-leczenia-bezplodnosci-nie-dziala-ministerstwo-ukrywa-dane-o-ciazach/h893k3e
[2] Tamże
[3] Dziennik Gazeta Prawna. Polska Agencja Prasowa, Rynek Zdrowia

Dodaj komentarz

scroll top