BEZPŁODNOŚĆ

Proszę pozwolić, że zaczniemy od ważnej informacji – bezpłodność najczęściej mylona jest z niepłodnością, o czym szerzej piszemy w artykule NIEPŁODNOŚĆ wskazując na różnice między nimi. To pomylenie niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje. Mianowicie…

STRACH ma wielkie oczy

Doskonale wszyscy znamy cytat Agnieszki Osieckiej, jednak często zapominamy lub nie zwracamy uwagi na to, że w stanie strachu mimo „wielkich oczu” widzimy znacznie mniej. Bywa, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wyrządzamy sobie „krzywdę”. Dokładnie tak się dzieje, gdy przykładowo samodzielnie stawiamy diagnozę „jestem bezpłodna/y” i tym samym uruchamiamy lawinę zatruwającego nasz organizm stresu. Nerwowo szukamy dalszych informacji i koncentrujemy się tylko na tych, które „potwierdzają” bezpłodność, a jakby mniej widoczne są ogromne możliwości jakie proponuje nowoczesna medycyna. Ten nieprzyjazny trick naszego umysłu towarzyszy nam niemal każdego dnia. Nie trzeba potwierdzeń w badaniach naukowych, ponieważ każdy z nas, jeśli tylko chce, może zauważyć ten schemat w swoim bieżącym życiu. Po całym dniu, gdzie dzieje się bardzo dużo – mnóstwo spraw swobodnie płynie i w między czasie wydarza się jedna przykra sytuacja – o czym myślimy przez resztę dnia i wieczoru? Najczęściej właśnie o tej „nieprzyjemnej”, jakby zupełnie zapominając o tym ile dobrego, przyjemnego czy swobodnego nas spotkało. Ten trick umysłu małym eksperymentem pokazał pewien profesor swoim studentom. Na tablicy zawiesił olbrzymią białą kartkę, na której była narysowana tylko jedna czarna kropka. Gdy zadał pytanie „co widzą?” wszyscy zgodnym i pewnym chórem stwierdzili, że… czarną kropkę. Ani jedna osoba „nie widziała” ogromnej białej kartki. Gdy już znamy ten trick naszego umysłu, to wtedy mamy szansę „otworzyć oczy” i zobaczyć więcej, nawet wtedy, gdy pojawia się strach lub stres. Zatem co warto zobaczyć w temacie bezpłodności?

BEZPŁODNOŚĆ, którą „fundujemy” sobie sami.

Występuje znacznie częściej niż ta prawdziwa, czyli trwała niemożność płodzenia dzieci. Prawdziwa bezpłodność – u kobiet spowodowana jest przedwczesną menopauzą, brakiem macicy lub jajników na skutek zabiegów operacyjnych lub wad wrodzonych. Natomiast u mężczyzn, przyczyną bezpłodności jest brak jąder lub trwałe uszkodzenie nasieniowodów. Zatem to naprawdę bardzo poważne stany i tylko takie trwale uniemożliwiają zajście w ciążę. Wszystkie pozostałe przypadki nie mają nic wspólnego z bezpłodnością mimo, że teoretycznie tak są określane. To powszechna niepłodność, która jest stanem przejściowym. Pomijając przyczyny niepłodności, ponieważ o tym więcej możesz przeczytać TUTAJ zobaczmy jak doprowadzamy się do „bezpłodności”.

1. Strata czasu, którego już nie da się odzyskać.
Martyna zdecydowała się na wizytę u lekarza dopiero wtedy, gdy jej mąż pokazał wyniki z jego badaniami potwierdzającymi, że z nim wszystko jest OK. Mniej więcej 2 lata po podjęciu ich wspólnej decyzji „teraz czas na dziecko”. Jej badania wykazały konieczność wyregulowania hormonów, co trwało kilka miesięcy. Zniechęcona i niezadowolona z faktu, że leczenie niepłodności to proces, zapominała przyjmować leki o wyznaczonych porach, bo w dalszym ciągu skrycie marzyła o „cudzie naturalnego poczęcia”. Po kolejnym roku Martyna zdecydowała, że teraz „zrobi wszystko” – dbała o dietę, ruch, leki, witaminy. Do tego współżycie małżeńskie dokładnie zaplanowane i „realizowane” jak w rytmie szwajcarskiego zegarka. To wszystko sprawiło, że oboje z mężem poczuli się jak rozstrojeni nerwowo, obcy sobie ludzie, którzy wspólnie jedynie realizują projekt „dziecko”. Po 5 latach starań zdecydowali się na rozwód i oboje pozostali z przekonaniem, że są „bezpłodni”.

Natomiast Michał zdecydował się na badanie nasienia dopiero po 5 latach starań o dziecko. Był w 100% przekonany, że nie ma takiej konieczności. Czuł się jak „młody Bóg” – wysportowany, zadbany, dbający o dietę i linię, do tego odnoszący sukcesy manager. Nie czuł potrzeby otwierania koperty z wynikami. Rzucił ją z lekkim oburzeniem na stół, gdy wraz z żoną udali się do lekarza. To co usłyszał zwaliło go z nóg. Okazało się, że jego plemniki są bardzo słabe. Wydawało się, że nie zniesie tej myśli – to było uderzenie w jego ambitną męskość. Kolejne
2 lata zmagał się z depresją i złością na zmianę. Mimo to, jego małżeństwo przetrwało. W wieku 42 lat, czyli po 9 latach starań, zdecydowali się z żoną Ewą na In Vitro i dzisiaj już są rodzicami. A było bardzo blisko, by dołączyli do grona „bezpłodnych”.

Tak wiele par traci ogromną ilość czasu z bardzo różnych powodów. Wizytę w klinice leczenia niepłodności traktują jako ostateczność. Korzystają z tej opcji dopiero wtedy, gdy już faktycznie bywa za późno. Pozostają z wyrokiem, na który sami się skazali i nazwali „bezpłodnością”. Gdyby pojawili się w klinice już w pierwszym roku starań, zwiększyliby wielokrotnie swoje szanse na rodzicielstwo.

2. Emocje

30% mężczyzn dotyka depresja. Nie trudno domyślić się, że ta liczba prawdopodobnie jest mocno zaniżona, ponieważ mężczyźnie „nie wypada” przyznać się do cierpienia. Wielu przechodzi przez ten etap w samotności, by nie „rozczarować żony” jeszcze bardziej. Andrzej swój stres związany z długotrwałą niepłodnością określił jako „tak silny jak u osób zmagających się z chorobą nowotworową”.
W leczeniu niepłodności zadbanie o stan psychiczny jest równie ważny jak wzmacnianie zdrowia fizycznego. Piszemy o tym więcej w artykule „Leczenie niepłodności – etapy i emocje”. Innymi słowy to nie bezpłodność jest przyczyną braku ciąży, a nasze ludzkie uczucia, które wymagają takiej samej troski jak ciało. Dlatego warto rozważyć opcję terapii wspierających, które stanowią uzupełnienie procesu leczenia niepłodności.

3. Drastyczne informacje, które „programują” umysł.

Nie rekomendujemy tego, by unikać realnych danych i udawać, że nie istnieją. Jedynie proponujemy, by mimo tej „czarnej kropki” jednocześnie widzieć, że jest narysowana na olbrzymiej białej kartce. Faktem jest, że zdaniem naukowców z Hebrew University problem z bezpłodnością przybierze na sile. Wyniki ich badań opublikowane na łamach „Human Reproducition Update” zaniepokoiły uczestników World Economic Forum, o czym w Polsce poinformowało nas radio Zet. Jakość spermy 42 000 mężczyzn badanych w latach 1973-2011 obniżyła się o 50-60%. Niestety w dalszej perspektywie czasowej statystyki te mogą się jeszcze bardziej pogorszyć. Jednak każdy zainteresowany tematem mężczyzna może zdecydować czy pod wpływem statystyk uzna siebie za „bezpłodnego”, czy zdecyduje się jak najszybciej skonsultować z lekarzem andrologiem, by nie tracić czasu i nerwów. Natomiast już pierwsza wizyta małżonków w klinice leczenia niepłodności odsłania wszystkie najnowocześniejsze metody, które skutecznie wspierają realizację marzenia o Dziecku.

Podsumowując słowo „bezpłodność” jest nadużywane. Zbyt często nawet tam, gdzie nie istnieje. Jednak wiedza może odczarować nie tylko słowo, ale również proces leczenia niepłodności.

Dodaj komentarz

scroll top